Czy terapeuci znają się na grupach destrukcyjnych?


Zacznę od pozytywów: coraz więcej z nich tak! A nawet jeśli nie, to dobry terapeuta nie wyskoczy z ocenianiem w stylu „no przecież tam są tacy fajni ludzie, mój sąsiad tam należy, co ty gadasz”. Gorzej, że po takiej jednej wizycie możemy się zrazić do procesu terapii i już nigdy więcej nigdzie nie pójdziemy, bo znam też takie sytuacje 🙁 Nadal podchodzimy do zdrowia psychicznego jako dodatku lub nawet modnej fanaberii – gdy jeden dentysta spartoli nam leczenie zęba, to nie przestaje chodzić do stomatologów, tylko szukamy kogoś lepszego w swoich fachu.

Mam wrażenie, że edukacja specjalistów wynika w jakimś stopniu z tego, że coraz więcej osób nie boi się na terapii przyznać, że należało lub ma powiązania z tą czy inną organizacją. Obserwując ten proces przez ostatnie lata i rozmawiając z wami widzę, że jeszcze kilka lat temu to my musieliśmy wprowadzić naszego terapeutę w temat, niejako przeszkolić go. I to cały czas w ogromnym strachu przed usłyszeniem, że to wszystko nasza wina i po prostu byliśmy słabi/grzeszni/nie staraliśmy się za bardzo…

Dzisiaj terapeuta na hasło: był_m świadkiem Jehowy często już jest w temacie. Już o tym z kimś rozmawiał albo trafił na treści, które poruszają temat i się dokształcił. A przynajmniej mam nadzieję, że to jest już ogólnopolski trend, bo piszecie w wiadomościach, że czasami lata chodziliście na terapie ale dopiero przyznanie się, że byliście w grupie destrukcyjnej pozwoliło ruszyć do przodu.

Jakie są wasze doświadczenia w tym temacie?
#terapia #zdrowiepsychiczne #psychologia #psychoterapia #emocje #religia #religie #depresja

#short

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *